Wyprawa w 20-lecie

Po roku 1945 dwudziestolecie międzywojenne – z wyjątkiem kilku zjawisk i artystów zaanektowanych przez nowe państwo – zostało skazane na zapomnienie. Wyraźną cezurą, po której międzywojnie stało się po raz pierwszy przedmiotem studiów i dyskusji, był rok 1956, rozpoczął się wówczas wysyp wspomnień i naukowych publikacji. Choć nie sposób przecenić ich znaczenia, to jednak – pisane przez uczestników ówczesnego życia artystycznego, będące kopalnią anegdot i informacji, przenosiły zarazem w teraźniejszość dawne animozje i spory. Natomiast sposób interpretacji minionych zjawisk w naukowych publikacjach, charakter stawianych pytań czy nieobecność pewnych problemów, świadczą o trudności dyskursu toczonego pod okiem cenzora. Na fali politycznej „odwilży” i triumfu modernizmu połowy lat 50. nastąpiła przede wszystkim rehabilitacja nurtów awangardowych, zarówno związanych z radykalizmem formy (od formizmu po awangardę konstruktywistyczną), jak i łączonych z komunistyczną lewicą (Czapka Frygijska, Grupa Krakowska). Prawdopodobnie ze względu na rolę kolorystów w powojennym życiu artystycznym oraz ich bojową przedwojenną publicystykę, malarstwo kapistów – w zasadzie zachowawcze, obojętne ideowo – stało się także częścią pozytywnego dziedzictwa. Znacznie dłużej na dostrzeżenie czekała sztuka umiarkowanej nowoczesności, np. popularnego w dwudziestoleciu warszawskiego Rytmu, wydobyta z zapomnienia dopiero na przełomie lat 60. i 70. przez Henryka Andersa, który połączył dążenia grupy z poszukiwaniem opartego na ludowości stylu narodowego. Choć wielu rytmistom idea taka była obca, dzięki „postępowej klasowo” legitymizacji, także ta sztuka mogła znaleźć swoje miejsce w historii. Dla piszącej te słowa okres dwudziestolecia jest związany przede wszystkim z generacją dziadków.
Następna strona